wtorek, 3 czerwca 2014

Beside you

muzyka
Dla Diany Evans
Dzisiaj wraca mój kochany starszy braciszek Calum. Nie mogę uwierzyć, że teraz jest znaną gwiazdą! Po występie jego zespołu-5 second of summer-na jakiejś gali Billbord...czy coś takiego, wręcz płakałam z szczęścia. Szkoda, że teraz będę musiała się dzielić nim ze światem...
-Emily!-nagle ktoś złapał mnie od tyłu i przyciągnął do siebie. Poznaje te perfumy...
Emily Hood
-Ashton!-odwzajemniłam uścisk.-Dusisz-zaśmiałam się.
-Dobra stary,puść już moją siostrę-za plecami chłopaka stał mój brat.-Przytulisz mnie czy nie?-rozłożył ręce do uścisku, w który od razu wpadłam, ściskając Cal'a.
-Mały, ale się stęskniłam-puściłam go wreszcie i przywitałam się jeszcze z Michaelem. Dobrze, że Luke'a niema. Jest chyba ostatnią osobą, którą chcę teraz spotkać.
-Przekimasz nas przez tydzień?-spytał blondyn.
-Jasne-posłałam mu uprzejmy uśmiech i skierowaliśmy się do środka mieszkania.-Wiesz zmieniasz częściej kolor włosów niż ja-powiedziałam i otworzyłam drzwi do kuchni.
***
-Ktoś dzwoni-usłyszeliśmy ten jakże irytujący mnie dzwięk.
-No-wstałam i ruszyłam do drzwi.
-Cześć-za nimi stał...Hemmings. Szybko je zatrzasnęłam, co zwróciło uwagę chłopaków.
-No co?-uniósł się z kanapy Mike.
-Luke-warknęłam, Oni na pewno wiedzą.
-Noo...ma niesamowite nogi,zauważyłaś?-znowu opadł na miejsce, a jego przyjaciele popatrzyli się na niego jak na ułomnego rozumowo.
 Usłyszeliśmy ponowny dzwonek, ale nie poszłam już otworzyć, tylko ubrałam trampki i wyszłam przez balkon. Wszystkie wspomnienia tak nagle wróciły. Każda jego zdrada, którą mi tłumaczył...
On i modelka na gali...
On i dziewczyna na imprezie...
On i panienka na placu...
On i jakaś dziewczyna, całujący się w parku...
Wszystko mu wybaczałam, jak mogłam być taka  głupia? Zadaje sobie to pytanie od miesiąca, może dłużej. Nawet nie wiem kiedy zerwaliśmy. To było okropne przeżycie...głupie zauroczenie...może nawet i prawdziwa miłość...?
Łzy leciały po moich policzkach, a ja już nie mam siły ich ocierać. Usiadłam po prostu pod jakimś drzewem, na kompletnym odludziu i pozwoliłam dać upust moim emocją. Jak to dobrze, że nikogo tutaj nie ma. Nadmierny tłum gapiów nie jest mi potrzebny.
-Emily?-ale jednak ktoś tutaj jest.-Przepraszam-a nie to tylko on.
-Odejdź-warknęłam przez łzy.-Nie chce z tobą rozmawiać-dławiłam się łzami.
-To mnie przynajmniej wysłuchaj...
- Po co? Żebym ci wybaczyła, a potem żebyś znowu mnie zdradził? Nie jest mi to do życia potrzebne.
-Chcesz znać prawdę?-dosiadł się do mnie.-Tak, zdradziłem cię, ale nie celowo...
-Kłamiesz-patrzyłam na jego twarz.-Zawsze wtedy przygryzasz wargę, znam cię
-Właśnie Em...znasz mnie-przybliżył się do mnie.-Dlaczego więc mi nie wybaczysz?-spytał jak głupi.
-Wiesz dlaczego...-wyszeptałam i miałam ochotę położyć głowę na jego ramieniu, lecz powstrzymałam się.-Jak mnie tutaj znalazłeś?
-Znam cię-posłał mi uśmiech, którego nie odwzajemniłam.
-To teraz możesz poznać siebie i znaleźć własne miejsce...
***
Minął rok. Rok dzięki, któremu wyleczyłam się z Luke'a...może nie do końca. Jednak zwalczyłam chęć bycia z nim. On też nie walcz, widzę jak na mnie patrzy, gdy przychodzi Josh, ranię go, i to w dodatku ze świadomością.
Josh Devine
-Cześć kochanie-dostałam buziaka w policzek, przez co się zarumieniłam.
Pamiętam jak Luke do mnie tak mówił, jak Luke tak mnie całował, jak Luke tak na mnie patrzył, jak Luke się do mnie tak uśmiechał...STOP! Dlaczego cały czas go do niego porównuje? Ta mała cząstka mnie...chyba wciąż go kocha...
-Josh-obróciłam się do niego, z mocno zaciśniętymi oczami. Może jeśli nie będę go widzieć, będzie łatwiej?-Nie możemy...
-...być razem, bo tak naprawdę kochasz Luke'a? Wiem o tym, tylko chciałem wiedzieć jak długo będziesz ciągła nasz związek. Emily...wiedz, że nie jestem zły. 
-Dziękuje-przytuliłam go.-Podwieziesz mnie na lotnisko?
Przypomniałam sobie, że dzisiaj są na koncercie w Niemczech, a jutro w Paryżu. Muszę zdążyć na jakikolwiek lot do Francji.
-Jasne-wziął kluczyki, wzięłam kilka rzeczy z domu i po dwóch godzinach czekałam już na samolot.
Stukałam niespokojnie palcami o opieradło, gdy nagle jakaś kobieta się do mnie odezwała.
-Jedziesz na wycieczkę ,kochanie?
Miała mnóstwo zmarszczek i duży uśmiech. Ubrana w zwykłą, długą spódnicę oraz podkoszulek w kwiatki wyglądała...uroczo.
-Nie...chcę kogoś odzyskać-posłałam jej uśmiech.
-Kogo skarbie? Chłopaka? Czy preferujesz...
Nie pozwoliłam jej dokończyć, tylko wybuchłam śmiechem, zwracając na siebie uwagę kilku ludzi.
-Nie, proszę pani, nie jestem lesbijką-opanowałam się.-Tak, chcę odzyskać chłopaka...Jeszcze nie wiem jak chce to zrobić, ale pieprzyć to....upss...przepraszam proszę pani za moje słownictwo.
-Nic się nie stało skarbie-posłała mi uśmiech i westchnęła.-Nie nazywaj mnie "panią". Jestem wciąż młoda duchem...Jestem Rose.
-A ja Emily.
***
Nadszedł czas koncertu. Jakimś cudem zdobyłam bilety w szóstym rzędzie i M&G. Moja nadzieja, że zdążę porozmawiać z moim ukochanym tli się we mnie. Myślałam o tym cały czas...co mu powiem...jak zareaguje...będzie zły? Proszę, żeby nie był. Nie słuchałam saportu, bo byłam już a kilku koncertach zespołu mojego brata, są nieźli, ale ja tylko czekam na pewnego blondyna.
-Jesteście tam, Francja?!-na scenę wbiegł Michael.
Moje bębenki chyba pękły, tak głośno ich fanki krzyczały, nawet nie wiem co. Chyba coś tam w innym języku, jakieś "Go to..."na prawdę nie wiem. Za Cliffordem wbiegł Cal i Ashton. Tyle...nigdzie nie ma Luke. Gdzie on się do cholery podział?! Nie może mi tego teraz zrobić...nie przeleciałam na marne tyle kilometrów kurwa mać! 

Gdy tak przeklinałam w duchu, mój brat zabrał głos;
-W tym tłumie znajduje się moja siostrzyczka i Hemmings delikatnie mówiąc trochę się speszył-wybuchł, dobrze mi znanym śmiechem.
Wszyscy próbowali znaleźć mnie pomiędzy całą tą gromadą, ale na szczęście zdążyłam założyć bluzę od kaptura i zostać niezauważona.
-Dobra, chodź tutaj! Mam dość, ona się schowała. Możesz tutaj przyjść Emily?-ja wiem, że on na mnie patrzy.-Ty musisz go wyciągnąć na scenę. Raczej po coś tutaj jesteś?
Moje policzki stawały się z chwili na chwilę co raz bardziej czerwone. Ludzie na zmianę krzyczeli "Luke" albo "Emily". Potrząsnęłam głową i zaczęłam przepychać się przez ten tłum.
 -Em-usłyszałam jego głos. Tak bardzo mi go brakowało.-Proszę cię nie wychodź-nie wiedział gdzie jestem, więc patrzył w bliżej nie określonym mi kierunku.-Pamiętasz naszą piosenkę?-spytał.
Po chwili usłyszałam piosenkę, której słowa znam na pamięć, która tyle dla mnie znaczy...Demons.
Kiedy dni są zimne
A karty złożone w talii
I święci, których widzimy
Są złotymi figurkami

Kiedy marzenia się rozpadają
A ci, których czcimy
Są najgorsi ze wszystkich
I krew powoli stygnie

Chcę ukryć prawdę
Chcę cię ochronić
Ale przed bestią w środku
Nie mamy gdzie się ukryć

Nie ma znaczenia jak nas wychowano
I tak jesteśmy stworzeni z chciwości
Oto nadchodzi moje królestwo
Oto nadchodzi moje królestwo

Kiedy poczujesz moje ciepło
Spójrz w moje oczy
Tam kryją się moje demony
Tam kryją się moje demony
Nie podchodź zbyt blisko
Tam jest ciemno
Tam kryją się moje demony
Tam kryją się moje demony

Gdy opada kurtyna
To już jest koniec
Kiedy światła gasną
Grzesznicy się czołgaj...
Moje oczy zaszły łzami, ludzie wokół nie liczyli się.
-A teraz wracając do koncertu-przerwał nam te chwilę, nikt inny jak mój brat. Ten człowiek jest taki irytujący...-Nasze gołąbeczki później pogadają.
Resztę, jeśli ktoś kiedykolwiek był na jakimkolwiek występie,zna. Było dobrze. Ustawiłam się do M&G. Mimo, że wiedziałam iż on mnie oczekuję. Nie będę wychodziła przed szereg. Dam rade i tak. Widząc go, serce mi się łamało, był smutny, wymuszał uśmiechy i nie rozmawiał z fankami. Gdy przyszła na mnie kolej, spytał jak każdą inną;
-Dla kogo?
-Emily Hood, jak jeszcze nie wiesz, to czekającą na twój uśmiech.
Bardzo szybko podniósł głowę i patrzył na mnie, z miłością, zmieszaną z nienawiścią i odrętwieniem.
-Jak ty...? Myślałem, że poszłaś...-zaczął się jąkać.
-No to się myliłeś. Możemy później pogadać?-nie mam zamiaru prowadzić prywatnej rozmowy z nim, tutaj.
-Ta...taaa...tak, jasne!
***
Gdybym musiała się jeszcze raz na coś takiego zdecydować i czekać przez cztery godziny w aucie, to nigdy więcej bym się na to nie zdecydowała. Mój telefon się rozładował, ja opadam z sił, chce mi się spać i jeszcze na sam koniec dowiaduje się, że po podpisywaniu płyt Luke i reszta mają jeszcze jakieś głupie spotkanie. Bonusem całej tej sytuacji jest to, że zepsuło mi się auto i zaczął padać deszcze, gdy wracałam. Zła położyłam się spać i zasnęłam.
-Cześć-poczułam, że ktoś delikatnie mnie szturcha.
Momentalnie podniosła się z łóżka. Przede mną klęczał Luke z różą w ręku. Zanim zrozumiałam co robię, mocno przytuliłam się do Hemmo.
-Wiesz wydaje mi się, że razem jest źle, ale osobno jeszcze gorzej...-wciągnęłam jego cudowny zapach.
Ten dzień spędziliśmy razem, leżąc w łóżku...
Wydaje mi się, że Hemmings to idealny partner na całe życie...Luke i Emily Hemmings...pasuje.
__________________________________________________
Nie wiem ile razy mam zamiar przepraszać, że tak długo czekałaś na tego imagina, ale...sama nie wiem xD Dość ciężko mi się go pisało... :c
Co dziwne...imagina dla Ani napisałam w dwa dni i już jest gotowy(dodam go jak tylko prześle na laptopa :D )
Na przeprosiny dwójka głównych bohaterów ♥
Jeszcze raz przepraszam xx

wtorek, 27 maja 2014

No way baby, część 3

muzyka 
- Zayn co z tobą ? 
- Nic , ja tylko ... Lepiej będzie jak już pójdę . - znika zanim mogę cokolwiek powiedzieć . 
Stoję jeszcze przez chwilę przed schodami . Następnie wracam do pokoju . Jednak cały czas myślę dlaczego Zayn tak zareagował . Coś jest nie tak . Leżąc w łóżku myślę o Malik'u aż w końcu zasypiam .
 NASTĘPNEGO DNIA...
 Muszę z nim pogadać . Nawet mamy chyba dzisiaj jakieś lekcje razem więc może go złapie .
 Jednak go nie spotkałam . I tak przez kolejne trzy dni . Szczerze to nie wiem czemu się o niego matrwie . Przecież tak właściwie to go nie znam . Jednak nie wydaje się taki jak wszyscy mówią . To znaczy tak mi się wydaje . 
- Pezz zrobiłaś już referat ? - pyta mnie Harry . 
- Nie jeszcze , ale mam zamiar się dzisiaj do niego zabrać . 
- Spoko , tak w ogóle to gdzie do cholery jest Gemma ?
 - Właśnie nie widziałam jej dzisiaj ,ale chyba Luke przyjechał więc wiesz ...
 - Rany ... co ona w nim takiego widzi ? To taka ciota .
 - Może i ciota , ale kocha ją i ona jego też więc lepiej zostaw ich w spokoju . 
- Taa , oczywiście . 
- A ty masz dziewczyne ? - loczek śmieje się . 
- Wiesz można tak powiedzieć .
 - Kto to ? 
- A może tak zajmiesz się szukaniem swojego ? 
- Jakoś nie mam takiej potrzeby. - śmieje się . 
Chłopak wystawia mi język , ale odpowiada mi . 
- Nazywa się Angela . 
 - Ale mi to mówi . 
- Na razie powinno ci wystarczyć . Muszę iść . Paa . 
- Pa skarbie .
 KILKA GODZIN PÓŹNIEJ ...
 Zastanawiam się czy zadzwonić do Zayna . Ale pewnie nie odbierze . Odkładam telefon . W chwili gdy chce iść pod prysznic słyszę pukanie do drzwi . Ubieram na siebie sweter sięgający mi do połowy ud i idę otworzyć drzwi .
 - Zayn ? - spoglądam na niego .
 - Cześć - uśmiecha się lekko . - Mogę wejść ? 

- Tak , jasne . - przesuwam się żeby mógł wejść . 
- Mam lekki bałgan , bo robiłam referat i jeszcze nie zdążyłam ogarnąć .- chłopak siada na moim łóżku . 
- Spoko . 
- Gdzie byłeś przez te trzy dni ? - pytam kiedy układam porozrzucane rzeczy . 
- Musiałem spotkać się z rodziną. I przy okazji coś załatwić . 
- Zayn ? 
- Tak ? 
- Wszystko w porządku ? - siadam obok niego . 
- Trochę mnie zmartwiłeś , gdy ostatnim razem się widzieliśmy .
 - Ja ... po prostu nic nie jadłem tamtego dnia . I zasłabłem . 
- Rozumiem . 
- Naprawdę się martwiłaś ? 
- No , tak . - spoglądamy sobie w oczy . 
- Wiesz ... - nie pozwalam mu dokończyć wpijając się w jego usta .
 Są takie ... co ja cholera jasna robię ?! Nagle się odrywa . 
- A jednak ... 
- Zayn , ja . Nie wiem czemu to zrobiłam . Przepraszam . 
- Nie przepraszaj . - chłopak znów zbliża się do moich ust . Muska je tylko pojedynczo .
 - Nie możemy . 
- Raczej nie powinniśmy . To po prostu ... poniosło mnie . My się prawie nie znamy i ... jesteśmy całkiem różni . Wiem pewnie uznasz , że jestem nienormalna bo najpierw cię całuje , a potem mówię , że nie powinno do tego dojść . Ale ... 
- Daj spokój . - przerywa mi .- Mogę ci zaproponować przyjaźń , ale teraz pewnie zaczniesz mnie wyzywać , besztać i tak dalej . Zawsze tak jest więc idę już . - wstaje z miejsca . 
- Zayn , ale ja nie chcę cię wyzywać . - zatrzymuje się i odwraca w moją stronę . 
 - Że jak ? 
- Zostańmy przyjaciółmi . Ale takimi ... 
- Innymi ? 

- Najlepszymi - uśmiecham się . 
- Ale chyba masz już takich . 
- Co nie oznacza , że nie mogę mieć kolejnego . - jego kąciki ust podnoszą się . 
- Obiecujesz ? - kiwam głową . - I obiecujesz , że się we mnie nie zakochasz - śmieje się trochę na jego słowa. 
- Nie mam takiego zamiaru . - oboje się uśmiechamy . 
- Ale ty też mi to obiecaj - posyła mi lekkie skinięcie głową . 
- To widzimy się jutro ? 
- Jasne. 
- Dobranoc . - mówi po czym wychodzi . 
To wszystko działo się tak szybko . Pocałowałam go właściwie bez powodu. Tak sama z siebie , ale nic nie do niego nie czuję . Chyba ...
KOLEJNEGO DNIA ... 
- Co jemy ? - Nie wiem dziś jest sobota więc chyba podają tosty i sałatke grecką . 
- Spoko. - bierzemy śniadanie i siedamy przy stoliku przy którym zwykle siedzę z rodzeństwem Styles .
 Po chwili zauważam Gemme . Wydaje mi się , że tylko udaje , że mnie nie widzi i siada w innym stoliku. Zaraz potem do stołówki wchodzi Harry . Nie jest sam u jego boku idzie . Dziewczyna o długich czarnych włosach .

 Harry na szczęście uśmiecha się do mnie i zmierza do stolika , w którym siedzę wraz z Malik'iem
 - Cześć . 
- Heej - odpowiada dziewczyna .- Jestem Angela - szczerzy do mnie zęby . Robię to samo . 
- Perrie . 
- A ty ? - zwraca się do Zayn'a . 
- Ja Zayn . Miło mi - podaje jej dłoń . 
Dziewczyna siada obok niego , a Harry obok niej , obejmując ją w talii . Siedzimy tam jeszcze przez jakieś pół godziny rozmawiając na temat dzisiejszej imprezy . 
Następnie wracam z Zayn'em do pokoju . Wchodząc odzywa się mój telefon . 
- Tak ? 
- No hej - słyszę głos Gemmy w słuchawce . 
- Cześć . 
- I co jesteś z nim ? 
- Z nim w sensie z Zayn'em ? 
- Wiedziałam . Masz zamiar z nim chodzić ? 
-Nie Gemm . To mój przyjaciel .
 - Lepszy ode mnie prawda ? 
- Jesteś zazdrosna ?
 - Dlaczego akurat on ? Dobrze wiesz , że go nienawidzę . 
 - Tak właściwie to wiesz nie znasz go. On nie jest taki jak mówią . Więc jeśli ci to przeszkadza to masz problem kochana .Ja już kończę bo idziemy do łóżka . Paa . - rozłączam się . 
- Perrie to przeze mnie Gemma jest zła . 
- Można tak powiedzieć , ale przejdzie jej . Nie przejmuj się . 
KILKA GODZIN PÓŹNIEJ ... 
- Okej idę się przebrać . Poczekaj na mnie . - Dobrze . Ubieram długą koszulkę , glany i czapke beanie . Robię szybki makijaż i wychodzę . Zayn stoi ze smutnym wyrazem twarzy . - Perrie pokaż swoje ręce .

 - Co ? Po co ? 
- Poprostu pokaż . - niechętnie wyciągam ręce przed siebie . Chłopak pokazuje mi mały , srebny przedmiot . To żyletka . 
- Perrie nie powinnaś ... 
- Już tego nie robię . To już trzy tygodnie . 
- Proszę nie rób tego nigdy więcej . - przytula mnie do siebie .
________________________________________________
 O kufffa...ale się dzieję :o
Kolejny imagin od Caroline ♥
Co do mnie to wszyscy mnie rozpraszają w pisaniu imagina dla Diany ;__;
I dopiero-nie zawsze-rano mam czas :)
Nie długo pojawi się też pierwszy rozdział Subsistence oraz....
Obiecuje, że w wakacje się poprawię ♥
Możliwe, że wieczorem dodam już imagina o Luke'u Hemmingsie, ale jeszcze nie wiem bo jeszcze dzisiaj mam gościa i nie wiem sama ;c
Ej czy wy też wyobrażaliście sobie tak ten pocałunek? xD
Być może do wieczora :)))
Enjoy xx

sobota, 17 maja 2014

Love is not selected, selects hatred

Dla Ani, dziękuje za twoje komentarze :) x

Dlaczego młodsi nigdy nie są pytani o zdanie? Dlaczego wszystko się robi bez ich wiedzy? A gdy protestują to się ich ignoruje? Czemu mój brat nie może zrozumieć, że nie chce się wyprowadzać? Że wole zostać w Polsce? Że nie chce zostawiać szkoły? Wspomnień?
-Aga, jesteś gotowa?-o wilku mowa.
Agnieszka Czarnow

-Tak, już idę-wzięłam do ręki torbę i zeszłam powoli na dół.-Ała-jęknęłam, uderzając się przez przypadek w kostkę.
-Ciebie to nawet na chwilę nie można zostawić samą, bo od razu sobie coś robisz-Michał śmiał się ze mnie.-Pomóc ci?-zapytał.
-Tak-rzuciłam mu torbę pod nogi.-Plus jeszcze jedna jest na górze.
-Powinnaś się cieszyć, że mnie masz-poszedł na piętro.
-Jakoś nie podzielam twojej radości-mruknęłam sama do siebie.-Michał...nie mogę zostać tutaj? Po co ci ja tam jestem?-podjęłam znowu ten temat.
- Jesteś niepełnoletnia i rodzice nie byliby zadowoleni, gdyby się dowiedzieli, że ich mała Agusia zostaje sama.
-Nie jestem mała!-protestowałam.-Tylko ty wyższy!
Michał

-No wiem, ale młoda...nie obrażaj się na mnie. Wiesz dobrze, że robię to dla naszego dobra-przytulił mnie delikatnie.-W Londynie znalazłem na prawdę dobrze opłacaną pracę i mieszkanie...
-Wiem braciszku, ale mogłeś mnie przynajmniej spytać o zdanie-spojrzałam w jego brązowe oczy.
-Kocham cię, siostra-pocałował mnie w skroń.
-Ja ciebie też, brat.
Droga mijała mi bardzo wolno, a na dodatek zasnęłam w samolocie i śniły mi się koszmary, skutkiem tego było to, że zaczęłam mówić przez sen, a jedna z stewardess poprosiła mnie żebym była ciszej, dzięki czemu moje policki stały się czerwone. Michał znowu miał powód do śmiechu.
Na miejscu byliśmy po około dwóch godzinach z czego połowę przyglądałam się swojemu bratu.
Muszę przyznać, że jest na prawdę przystojny. Jego włosy-tak jak moje- w kolorze kasztanowym opadały mu na twarz, brązowe oczy były w trochę innym, ciemniejszym odcieniu niż włosy, co bardzo kontrastowało z jego jasną cerą. Byliśmy do siebie nawet podobni, wyjątkiem było to, że on mierzy około metra dziewięćdziesiąt, a ja...nie należałam do najwyższych.
Odprawa minęła bez zbędnych problemów, a ja miałam ochotę zasnąć, opierając się o ramie brązowookiego. Spod lotniska jechaliśmy taksówką do mieszkania.
-Młoda, a ty ogólnie to wiesz gdzie będziemy mieszkać?-spytał brunet, gdy płacił panu za przejazd.
-Mówiłeś coś o Charing Cross Road, ale nie jestem pewna-zamknęłam oczy.
-Jednak mnie słuchasz-wziął nasze bagaże, bo staliśmy na środku zatłoczonego chodnika, wszedł do wielkiej kamienicy i do kogoś zadzwonił.
Co prawda mówię płynnie po angielsku i gdybym mogła to dowiedziała się o czym rozmawia, ale wolałam nie podsłuchiwać. Za to stałam na klatce schodowej i czekałam aż Michał wyłączy telefon.
-Mamy numer 15-oznajmił i wszedł na pierwszy stopień.-Idziesz?-obrócił się do mnie.
-Tak, tak...przepraszam trochę się zagapiłam-wzięłam do ręki kufer i ruszyłam za przyjacielem.
Mieszkanie nie było duże, idealne żeby pomieścić naszą dwójkę i kilka rzeczy. Nawet mi się podobało,było w moim stylu-nieduże, skromne i ładnie urządzone. Najlepsze są meble i ściany w kolorze białym.

-I jak?- stanął obok mnie.-Niedaleko jest szkoła, park i sklep handlowy-wziął głęboki oddech.-Bo wiesz nie mogłem na obecną chwilę nic innego znaleźć...
-Michał...
-...więc jak ci się nie podoba, to wiesz...
-Podoba mi się-oznajmiłam.
-...możemy później...czekaj, co?-obrócił się do mnie zaskoczony.
-Jest cudowne, dobrze, że kupiłeś właśnie to-rzuciłam się mu na szyje.
-Nawet nie wiesz jak mi ulżyło-wypuścił powietrze z płuc.-Nie wiem co bym zrobił gdyby ci się nie podobało, a wiesz ja to raczej nie mam...
-Powiedziałam, że mi się podoba, więc przestań tyle mówić-ziewnęłam.-A teraz wybacz, ale muszę się zdrzemnąć. Dobranoc-wyszłam z pomieszczenia, ale nagle zdałam sobie sprawę, że nie wiem gdzie jest moja sypialnia.-Michał!-krzyknęłam...
-W prawo, drzwi po prawej!-odkrzyknął zanim zdążyłam zapytać.
-Dzięki! -udałam się w kierunku mojego pokoju, gdy tam weszłam nawet się nie oglądałam tylko od razu upadłam na łóżko. Chwilę później pochłonęłam mnie kraina Morfeusza.
-Młoda-jak przez szkło słyszałam głos mojego braciszka.-Wstawaj-szarpnął mnie za ramię.-Dzisiaj musisz iść do szkoły-ściągnął ze mnie pościel.
-Wyjdź-zakryłam głowę poduszką.
Dopiero co położyłam się spać, jak to możliwe, że jest już ranek?  
-Musisz, zaczyna się nowy semestr i chyba nie chcesz zaspać?-po tych słowach wyszedł.
-No tak! Bo przecież dojść do nowej szkoły w środku roku to spełnienie marzeń-krzyknęłam za nim.
Spojrzałam na zegarek...za pół godziny będzie siódma. Powoli wstałam i poszłam do łazienki, wykonując podstawowe czynności. Potem przechodząc przez korytarz potknęłam się kilka razy o rzeczy, których nie zauważyłam. Gdy już byłam w kuchni życie przeleciało mi przed oczami dwa razy i doszłam, że oprócz tego, że rodzice wyjechali i nie wrócili to nic takiego się w nim nie działo.
-Hej-usiadłam na krześle i zaczęłam jeść naleśniki, które mi przygotowano, a mokre włosy opadały mi przez ramiona, przez co zadrżałam z zimna.
-Zawiozę cię do szkoły, a ty musisz iść prosto do pani Dyrektor i powiesz jej kim jesteś, a ona ci powie gdzie masz iść-wytłumaczył mi.
-Rozumiem-wyszłam i wzięłam z jakiegoś pudełka ubrania, torbę oraz książki.
Ubrana w długie spodnie, koszulkę w kwiatki, bluzę i trochę zdarte trampki wyszłam z kamienicy i wsiadłam do auta Michała.
-Możesz się chociaż wysilić na sztuczny uśmiech dla mnie i szkoły?-poprosił.
-Mogę-na mojej twarzy ukazał się banan, który chwilę później zniknął tak szybko jak się pojawił.-Dasz mi pieniądze na busa?
-Tak-podał mi portfel, z którego wyciągłam dziesięć funtów i oddałam go.-Miłego dnia-zatrzymał się przed budynkiem, który był cztery razy większy niż nasza kamienica.-Jejku-otworzyłam szerzej oczy.
Przez chwilę błądziłam po korytarzu, zwracając na siebie uwagę innych. Gdy w końcu dotarłam pod gabinet, to jestem pewna, że cała szkoła się już o mnie dowiedziała. Powoli zapukałam do drzwi i gdy usłyszałam "Proszę" weszłam tam.
Za biurkiem siedziała kobieta po czterdziestce, o blond włosach i zmarszczkach mimicznych, które o dziwo dodawały jej urody. Nie była sama. Na przeciwko niej siedział chłopak, na oko rok starszy ode mnie, z blond włosami i tęczówkami, wpatrującymi się we mnie intensywnie, o kolorze nieba. Miał delikatnie opaloną skórę i był ubrany jak typowy chłopak, czyli w jeansy i bluzkę.
-Dzień dobry-podeszłam krok bliżej.-Jestem Agnieszka Czarnow i jestem nową uczennicą-powiedziałam to w języku angielskim. Teraz tylko nim będę się porozumiewać.
-Ah, tak-pani Dyrektor odkaszlnęła.-Luke, zaraz wrócimy do naszej rozmowy-zwróciła się do chłopaka.-Ale zostań jeszcze na chwilę-podeszła do szafki i wyciągła z niej papiery.-A więc, Agnieszko...-zaczęła je przeglądać.-Tutaj jest twój plan lekcji, szkoły i Luke ma cię dopilnować abyś dotarła bezpieczna do klasy-kobita podała mi kartki.
-Co?!-krzyknął, a ja wystraszona odskoczyłam trochę do tyłu.
Luke
- To będzie twoja kara, nie możesz tego nie zrobić. Koniec tematu. Do widzenia-pokazała gestem ręki żebyśmy wyszli, co szybko uczyniliśmy.
-Teraz posłuchaj uważnie-niebieskooki spojrzał na mnie, a w jego oczach widzę niechęć do mnie.-Ja ci nie pomogę, radź sobie sama, ale jak ktoś spyta to zrobiłem co mi kazała i nic więcej-odszedł.
Patrzyłam jeszcze przez chwilę na odchodzącą sylwetkę chłopaka i w końcu zaczęłam szukać w planach gdzie zaczynam lekcję. Gdybym nie była taka nieśmiała to zapytałabym kogokolwiek gdzie mam iść, ale jednak wolałam nie.
-Yy...-wpadłam spóźniona do klasy.-Dzień dobry, ja jestem nowa i nie mogłam znaleźć klasy...
-Rozumiem, jestem pani Jules Carter-przywitała się kobieta.- Ale czy nie miał cię ktoś oprowadzić?-nauczycielka zmarszczyła zdziwiona brwi.
-Tak, ale...- szepnęłam, nie wiedząc co powiedzieć.
Nie chce mówić o tym chłopaku, żeby miał potem przeze mnie problemy. To ostatnia rzecz jakiej mi teraz potrzeba.
-Kto?-była zdenerwowana.
-Nie wiem jak się nazywa, ale wydaje mi się, że na imię ma Luke...-usiadłam powoli.
Kobieta nic nie powiedziała, tylko rozpoczęła lekcję. Ponieważ była to najnudniejsza lekcja na jakiej byłam, myślałam o tym mojej dawnej szkole. Nie do wiary, że jeszcze miesiąc temu nigdy bym nawet nie pomyślała, że mogę opuścić Kraków, i szkołę. Nie byłam jakoś specjalnie popularna. Ba! Nawet nie miałam tam przyjaciół, ale to nie zmienia tego, że nie przepadam za zmianami.
-Agnieszka-zawołała nauczycielka, gdy już chciałam wychodzić z klasy.-Podejdź tutaj.
-Tak?-trochę się zdenerwowałam, dlaczego pani chce ze mną rozmawiać?
-Jakie miałaś oceny w tamtym semestrze?
Odetchnęłam z ulgą, najbardziej bałam się tego, że zauważyła iż nie uważałam na lekcji.
-Mam kartkę z ocenami, proszę pani-wyjęłam papier i jej podałam.
Pani Carter
-Dziękuje-pani Carter posłała mi uprzejme spojrzenie.-Oczywiście wiesz, że jestem twoją opiekunką w szkole i jeśli coś będzie się działo to proszę cię...-zrobiła pauzę.-Przyjdź z tym do mnie.
-Oczywiście, do widzenia-wyszłam z klasy i zobaczyłam na planie, że teraz muszę przejść na parter do klasy pani Collins na matematykę.-Przepraszam-wpadłam na kogoś.
-Ja też przepraszam, nie zauważyłem cię-posłał mi uśmiech.-Jestem Michael-podał mi swoją dłoń, którą uścisnęłam.
-A ja Agnieszka,miło mi-odwzajemniłam uśmiech.
-Mógłbym się założyć, że jesteś Diana, pasuje do ciebie to imię-powiedział.-Mogę mówić do ciebie Diana?
-Co?-spytałam, niedowierzająco.-Żartujesz sobie teraz?
-Nie,mówię serio.
Dopiero teraz zauważyłam, że ma włosy czarne, z zielonymi pasemkami i ciemne, wręcz czarne oczy, mleczny odcień skóry oraz był ode mnie tylko trochę wyższy.
-Jasne-wyminęłam go i ruszyłam przed siebie.
-Cześć-krzyknął za mną, ale ja mu tylko pomachałam ręką.
Lekcje miła bardzo szybko i, o dziwo nikt mnie nie zaczepił, wręcz mnie unikali. Mój spokój został przerwany dopiero podczas obiadu, gdy przysiadł się do mnie Michael razem ze swoimi dwoma kolegami. Jeden z nich miał ładne kości policzkowe, jasnobrązowe włosy i w tym samym kolorze oczy, co ja. Drugi miał ciemną karnacje, brązowe oczy i włosy, ale wyróżniał go kolczyk w prawej brwi.
-Diana, to jest Calum-wskazał na „kolegę numer dwa”, a następnie na „kolegę numer jeden”.-A to Ashton.
Przywitałam się cicho i grzebałam dalej w sałatce greckiej, którą przed chwilą kupiłam. Oni zaś zachowywali się głośno, śmiejąc się i robiąc różne zabawne rzeczy.
 -O patrzcie idzie Luke-czarnowłosy skinął głową na chłopaka.
Gdy tylko go zobaczyła, rozpoznałam w nim Luke, który miał mnie oprowadzić po szkole. Czym prędzej zerwałam się z miejsca i pobiegłam do łazienki.
Skoro to są jego przyjaciele, to już wiem, że nawet nie mogę myśleć o znajomości z nimi. Dlaczego się tak zachowuje? Sama nie wiem...po tym co mi powiedział czuję, że mam ochotę zwymiotować. Na dodatek wszystkie dziewczyny „pożerają” tą czwórkę wzrokiem, a na mnie patrzą z taką nienawiścią, że mam dreszcze. Najwidoczniej to jakaś szkolna elita, albo Bój jeden wie co.
Gdy szłam na ostatnią lekcje uczniowie po prostu wytykali mnie, bezwstydnie palcami. To było dziwne uczucie. Nawet nie wiem o co chodzi. Dlaczego nikt mnie nie oświeci? Nikt nic nie powie?
Co takiego zrobiłam? Czym się naraziłam?
Gdy weszłam do domu, tak jak się spodziewałam, Michała nie było. Powoli szłam przez korytarz tego skromnego mieszkania i rozpakowywałam rzeczy. Na szczęście niczego z Polski nie zapomnieliśmy...chyba.
Pod wieczór zrobiłam zadania, kolacje dla brata, umyłam naczynia i przebrana w pidżamę poszłam spać.
Biegnę przez korytarz w szkole, nie wiem przed czym uciekam, ale to wzbudza we mnie lęk. Boję się. Gdy nagle ktoś łapie mnie za ramiona i ciągnie w tył...
Budzę się cała zlana potem i wyspana jak nigdy. Z kuchni słyszę szmery co znaczy, że Michał wrócił. Jednak już po chwili cichną, a światło gaśnie. Postanowiłam, że nie będę już mu przeszkadzać, na pewno jest zmęczony po całym dniu pracy. Włączyłam laptopa i zaczęłam oglądać jakiś film. Już nie zasnę, a do szkoły muszę wstać za dwie godziny. Idealnie żeby skończyć i się spakować. 
 
-”...ale przecież nie każdą obietnicę można dotrzymać...”-zalana łzami słuchałam tego co mówi główny bohater. Ten film był wzruszający i długo o nim nie zapomnę...szkoda, że druga część jeszcze nie jest dostępna...ale przecież ja muszę iść na lekcje!
Zerwałam się z łóżka, patrząc na zegarek...za pół godziny zaczyna się fizyka. Nie wiem czy zdążę.
-Dlaczego ja nigdy nie mogę wcześniej zająć się organizacją? -warknęłam sama do siebie, ubierając jakąś bluzę i spodnie.
-Hej mała-jak zwykle mój brat przywitał się ze mną w kuchni.-Tam masz śniadanie, a tam-wskazał na szafkę.-Pieniądze na busa.
-Dziękuje-pocałowałam go w policzek i spakowałam rzeczy. Chwilę później zakładałam już buty, a w słuchawkach rozbrzmiewała piosenka Eminema „Survival”, którą cicho nuciłam.
Pod placówką oświatową byli jeszcze uczniowie, co oznacza, że nie do końca się się spóźniłam.
-Witaj Diana-głos Michael'a za moimi plecami bardzo mnie zaskoczył i ze strachu podskoczyłam.
-Hej-obróciłam się i znowu miałam ochotę uciec.
Oprócz niego była jeszcze pozostała trójka, do Calum'a i Ashton'a nic nie mam. Tylko i wyłącznie do Luke'a. Zostawił mnie na pastwę losu pierwszego dnia i jeszcze był chamski. Nienawidzę chamskich ludzi.
-Możemy pogadać?-spytał przez zaciśnięte zęby.
-Nie-obróciłam się chciałam odejść.
-Diana-jego ton głosu był chłodny, dla wszystkich jest taki?-Jak nie z samowolki to ok-przerzucił sobie mnie przez ramię i poszedł w nieznane mi miejsce.-A teraz słuchaj-wreszcie mnie postawił. Oni tylko stali za nim, nic nie mówiąc.-Musiałaś z tym od razu lecieć do pani? Nie wiesz, że tutaj nie lubimy kapusiów?
-Nigdzie nie poszłam!-broniłam się.-To ona się mnie spytała. A ja nigdy nie kłamię.
-Właśnie złamałaś własne zasady-popchnął mnie na ścianę.
Przeszedł mnie okropny ból i miałam przed oczami mroczki. Nie ukrywam, że nie jest to najmilsze uczucie.
-Już ma dość-chyba Ashton próbował mi pomóc.-Chyba nie chcesz żeby zniszczyła nasz wizerunek?-te słowa chyba go przekonały, bo wreszcie mnie zostawili.
Przez cały dzień bolały mnie plecy i ramię. Najwidoczniej uderzył mną bardzo mocno.
-Weź zostaw Luke'a w spokoju-podczas długiej przerwy dosiadły się do mnie jakieś dwie dziewczyny.
-Co tym razem?-wywróciłam oczami, pijąc kawę.

-Co ty sobie wyobrażasz? Że jesteś nowa i możesz sobie podrywać Ash'a, Cal'a, Mike'a i Luke'a?-odezwała się ta druga.
-Nie rozumiem was-uniosłam brwi do góry i zrezygnowana położyłam widelec obok talerza. Nie mam teraz w ogóle apetytu.
-Nie udawaj, że nie wiesz kim oni są-prychnęła ta pierwsza, blondynka.
-Oświeć mnie, na serio nie wiem.
 Obie uniosły oczy do nieba i odeszły, jest mi to bardzo na rękę. Po chwili obok mnie przeszli oni. Nawet nie spojrzeli w moją stronę. To dobrze. Teraz wolę zostać sama.
 Do następnej lekcji już wszyscy słyszeli o mojej rozmowie z tymi natapirowanymi dziewczynami.
 -Dzień dobry, moi drodzy dzisiaj zajmiemy się omówieniem lektury,którą zadałam wam miesiąc temu,oczywiście ty Agnieszka-popatrzyła na mnie, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemie, Nie dość, że nikt mnie tutaj nie lubi to jeszcze nauczycielka traktuje mnie ulgowo.-Masz dwa dni na przeczytanie książki, a teraz wyciągnijcie karteczki...
 To był jeden z najbardziej męczących dni jakie przeżyłam. Po języku angielskim miałam jeszcze wychowanie fizyczne i Wiedze o regionie. Podczas ćwiczeń skręciłam sobie kostkę, więc do bólu kręgosłupa dochodzi ten. Wróciłam do domu kuśtykając i nie mogąc się zgiąć. Jeśli do jutra nie przejdzie to pojadę do szpitala. Tylko co ja powiem? "Dzień dobry, taki chłopak rzucił mną o ścianę i pewnie pani nie uwierzy, ale był to Luke Hemmings, ten popularny i przerażający mnie chłopak, a kostkę sobie skręciłam, bo jedna z osób, które mnie nie lubią podstawiła mi nogę"?. Nikt w to nie uwierzy, a na pewno muszę być miła dla osób w szpitalu. Nie jeden raz jeszcze tam trafie.
Moje życie w Londynie stanie się...nudne, ale nie wiem co bym mogła zrobić żeby złamać monotonię. Cały czas tylko mówię sama do siebie, idę do szkoły, narzekam, wracam do domu, uczę się i idę spać. Co prawda trwa to dopiero dwa dni, ale nie chce żeby tak było zawsze! Muszę gdzieś wyjść.
Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Ubrałam tylko trampki i zmierzałam to bliżej nieokreślonego mi miejsca, którym okazały się po prostu ulicę Londynu. Gdybym wiedziała co gdzie się tutaj znajduję to wybrałabym park, ale opuszczone uliczki też mogą być. „Manetrie Street"taki szyld wisiał nad księgarnią. Muszę kiedyś tam przyjść. Kolejne tabliczki, które muszę zapamiętać „Soho Street", „Sutton Row"...zaczęło się ściemniać, ale ignorując to, szłam dalej. 
 -...a teraz posłuchaj uważnie-dobiegł mnie czyjś głos.-Miałeś czas, aż za dużo, ale zmarnowałeś go.
 -Dajcie mi jeszcze tydzień! Proszę!-wyjrzałam zza ściany.
 To nie jest możliwe...jakiś mężczyzna leżał prawie nieprzytomny na ziemi, a nad nim stała czwórka innych osób. Ja to mam talent do pojawiania w niewłaściwych miejscach o niewłaściwej porze.
 -Jak już mówiłem, miałeś już swój czas, teraz wybieraj. Ty albo twoi bliscy-rozpoznaje ten głos...to nie jest możliwe.
 Zaczęłam się cofać, czego przyczyną było wpadnięcie. Strach mnie nagle obleciał. Nie mogłam się ruszyć i jeszcze ktoś podchodził. Usłyszałam strzał i więcej kroków. Zaklnęłam cicho i chciałam uciec, ale ktoś chwycił mnie w tali.
 -Diana?-to na prawdę byli oni.-Co ty tutaj do cholery robisz?!-krzyknął.
 -Weźcie ją-rozkazał Ashton.-Nie możemy jej teraz zostawić. 
 Ten z najciemniejszą karnacją, którego imienia zapomniała, przerzucił sobie mnie przez ramię i niósł.
 -Puść mnie!-szarpałam się.-Głuchy jesteś?!-zaczęłam go bić, ale nie reagował.
 -Odpuść sobie-warknął na mnie Luke.
 -Nie odzywaj się do mnie.
 Zostałam chamsko wrzucona do auta. Obok mnie usiadł blondyn i Mike. Tego pierwszego nienawidzę, a ten drugi...jako jedyny jest dla mnie miły, na tyle na ile może być. Dojechaliśmy na ulicę "Victoria Street" gdzie wysiedliśmy i weszliśmy do dużego budynku z szkła. Gdyby nie było tak ciemno to policzyłabym piętra, ale jest za ciemno na to. 
 -Co mamy z tobą zrobić?-spytał Michael, gdy już usiedliśmy w ich kuchni.
 Mieszkanie jest ogromne, pełne rzeczy, których nie umiem nazwać. Można nawet powiedzieć, że za duże jak na tylko czwórkę chłopaków. Z tego co zauważyłam ma pięć sypialni. Czy ktoś jeszcze z nimi mieszka?Jakaś dziewczyna?
 -Możecie mnie zabić-zaproponowałam.
 -Nie możemy-odpowiedział mi Ash.-To dziwne, ale jeden z nas objął cię ochroną, dzięki czemu jesteś nietykalna-wszyscy skierowali wzrok na Luke'a.
 -Że niby on?-zakpiłam.-Nawet mnie nie lubi.
 Blondyn wstał szybo z krzesła i pociągnął mnie za rękę do jednego z wcześniej wymienionych pokoi. I po raz kolejny popchnął na ścianę, to jest jakaś jego ulubiona forma znęcania się?
 -Nie mów tak, nigdy-przybliżył się do mnie.
 -Mam już nigdy nie mówić prawdy?-chciałam się uwolnić od jego uścisku.
 Jego ręce mocno ściskały moje, co sprawiało mi okropny ból. Jego ciało jest zdecydowanie za blisko mojego.
 -To nie jest prawda, że cię nie lubię-czuje jego męskie perfumy.
Mógłby się odsunąć.
 -To jakoś dziwnie to okazujesz, bo wiesz jak ktoś mnie...
 Przestałam mówić, gdy poczułam jak jego usta stykają się z moim, łącząc je w namiętnym pocałunku. Nie wiem dlaczego pozwoliłam na to. Tyle razy już zostałam zraniona...dlaczego
pozwalam sobie na tak głupią rzecz?
 -Nie powinniśmy...-zaczęłam, ale znowu mi przerwał pocałunkiem.
 -Ale to robimy-zaśmiał się.
 Dziwnę, że jeszcze godzinę temu mówiłam jak bardzo go nienawidzę, a teraz się całujemy. W końcu...Miłość nie wybiera, wybiera nienawiść.
 -Wiesz może jednak nie jesteś aż taki zły...-mruknęłam.-Oprócz tego, że na moich oczach zabiłeś człowieka...
-Skończyliście już?-do pomieszczenia wszedł, jakby nigdy nic, wszedł Irwin.
Dziwnę, że zapamiętałam ich nazwiska mimo iż słyszałam je tylko raz.
Odskoczyłam od chłopaka, zawstydzona. Mimo, że chciałam się odsunąć, on objął mnie w tali i przyciągnął do siebie.
-Dobrze, że wtedy tam przyszłaś, bo on by nie przestał o tobie mówić, bla, bla, bla. Jaka to jesteś głupia, że go nie lubisz i jak bardzo mu się...-mówił, a ja śmiałam się cicho.
-Zamknij się-zmroził przyjaciela wzrokiem.
-A ty mnie puść-szepnęłam i uderzyłam mu w żebro, które trochę chrupnęło.
Jęknął i chwycił się za to miejsce. Jedyną pozytywną rzeczą było to, że teraz byłam wolna. Pobiegłam do drzwi. Zamknięte.
-Wybierasz się gdzieś?-Ten Którego Imienia Nie Umiem Zapamiętać oparł się o framugę drzwi i patrzył na mnie z politowaniem.
-Macie zamiar mnie tutaj więzić?-usiadłam zrezygnowana na podłodze.
-Nie, oni po prostu chcą wiedzieć czy komuś coś powiesz, a no i jeszcze podobasz się Luke'owi. Ale to pewnie wiesz.
-Trudno było przeoczyć-schowałam twarz w dłoniach.
-Zrobimy tak, ty będziesz pytać, ja odpowiadać-zaproponował, siadając obok mnie.
-Ok...Co zrobiliście z ciałem?-spytałam o pierwszą rzecz jaka przyszła mi do głowy.
-Zawieźliśmy do znajomych-wziął głęboki oddech.-Skąd jesteś?
-Z Polski. Będę mogła wrócić do brata?-bałam się tego pytania.
-Teraz już nie możesz. Gdzie jest Luke?
-Złamałam mu żebro i jest z tym...wiesz kim. Dlaczego?
-Bo widziałaś coś czego nie powinnaś. Jak to złamałaś mu żebro?-wybuchł śmiechem.
-Nie chciał mnie puścić. Będę chodzić do szkoły?
-Tak, z nami...
Graliśmy w tą grę jeszcze przez chwilę, puki nie przyszła pozostała trójka. Moja ofiara miała zniesmaczoną minę, a reszta cicho chichotała.
-Przepraszam-wstałam z pomocą, jak się dowiedziałam, Calum'a.-Nie powinnam cię tak mocno walnąć.
-Spoko, ale masz bardzo mocny cios.
-Dziękuje.
Pod wieczór, gdy już siedziałam w swoim obecnie nowym pokoju przyszedł Luke. Gdyby nie to, że wtedy rozmawiałam z Cal'em, pewnie teraz nie zaakceptowałabym swojego losu. Ale najwidoczniej tak ma być. Muszę mieszkać z nimi i zostawić brata, któremu powiedziałam, że będę mieszkać z przyjaciółką, która potrzebuje mojej pomocy. Nie mogę uwierzyć, że w to uwierzył.
-Diana...-Hemmings usiadł na moim łóżku i spojrzał mi w oczy.
-Słucham?
-Ja chyba się zakochałem...-spuścił głowę.-I nie wiem jak jej to powiedzieć. Mogę z tobą to poćwiczyć? Pomożesz mi?
-Jasne. Zacznij.
-Podobasz mi się odkąd pierwszy raz cię zobaczyłem, ale niestety jestem tchórzem i uraziłem cię. Przepraszam.
Mam dziwne przeczucie, że to nie skończy się dobrze.
-Wybaczam-posłałam mu uśmiech.
-I chciałem ci powiedzieć, że cię kocham, ale to byłoby bardzo oklepane.
-Nie jest-zachichotałam. Niem wiem od czego bierze się mój szampański nastrój.
-Kocham cię.
-Wiesz, ja ciebie też-moje policzki stały się czerwone.-Jesteś gotowy, możesz jej to powiedzieć-przygryzłam wargę, patrząc na jego kolczyka w wardze.
-Już powiedziałem-przybliżył się.-Chodziło o ciebie.
Po raz kolejny poczułam słodki smak jego ust.
___________________________________
Żeby nie było to jest praca na konkurs xD
Sama nie wiem czy to jest jakoś specjalnie fajne...
Tematyka o wszyskim, długość też dowolna ;___;
Dziękuje za dwa komentarze :)
Teraz...dacie razy 3? :D
Główni bohaterowie to Lucy Hale i Luke Hemmings (ale ciiii )
 Wiem, ze ostatnio bardzo długie pisze te imaginy, ale mam wene xD
Do następnego xx
Enjoy :)